Wyzwanie Pisarskie
Would you like to react to this message? Create an account in a few clicks or log in to continue.

Wyzwanie #3. A man in his seventies, who is very compassionate. The story begins in a museum. - Bea

2 posters

Go down

Wyzwanie #3. A man in his seventies, who is very compassionate. The story begins in a museum. - Bea Empty Wyzwanie #3. A man in his seventies, who is very compassionate. The story begins in a museum. - Bea

Post by Bea Tue May 18, 2021 11:58 pm

Jego muzeum nie było wielkie ani tłumnie odwiedzane. Lubiał jednak myśleć, że jest ważne. Gdyby miał spojrzeć w twarz prawdzie, musiałby przyznać, że najważniejsze było nie dla turystów, ale dla niego samego. Wszystkie skamieliny, które przywiózł z odległych krajów; amonity, które odkopał własnymi rękami; kamienie, które osobiście rozłupał, by odnaleźć miniaturowe, skrzące się mineralne jaskinie - w każdym z eksponatów zamknięte było wspomnienie. Czasami po zamknięciu muzeum spacerował w ciszy, przyglądając się gablotom. Wracały do niego te upalne wakacje, kiedy jako młody chłopak jeździł na wykopaliska. Później, gdy zaczął poważną pracę, pojawiły się pieniądze, a z nimi odpowiedzialność. Nie mógł już spędzać tyle czasu szukając wyjątkowych kamieni. Dalej jednak poświęcał im tyle uwagi, ile tylko mógł. Nie żałował dziesięcioleci spędzonych w firmie. To dzięki nim mógł wreszcie kupić starą kamienicę, odnowić ją i pokazać światu swoje skarby.
To dzięki nim zdarzały się takie dni jak ten, gdy rodziny z dziećmi spacerowały pośród wystaw. Przechadzał się pośród nich, nie zwracając na siebie uwagi, łapiąc fragmenty rozmów, uśmiechy, błyski w oczach dzieci. Tuż przed nim dwulatek właśnie wyrwał się matce i podbiegł do wielkiej bryły soli.
- Stój! Staszek!  - zawołała kobieta, goniąc za chłopczykiem. - Zostaw to!
- Nic mu nie będzie. - uspokoił ją starszy pan. - Niech sobie liże.
- Zaraz się ochrona zjawi!
- Tu nie mamy ochrony.
Dopiero wtedy turystka spojrzała na identyfikator, który nosił przypięty do koszuli. Zawahała się, a wtedy Albert podszedł do ekspozycji i kucnął przy dziecku.
- I jak? - zapytał.
- Słone. - chłopiec mlasnął. A potem polizał bryłę jeszcze raz i skrzywił się.
Właściciel muzeum patrzył na niego przez długą chwilę, także wtedy, gdy matka złapała chłopca za rękę i odciągnęła, strofując. Był taki kruchy. Puch kręconych włosów, pulchne policzki, małe, miękkie dłonie.
Zupełnie niepodobny do jego kamieni. Tak bardzo inny od tego, co starszy pan kochał.
A jednak, gdy odchodził, Albert poczuł tchnienie smutku, jakby chłodny wiatr przeleciał przez jego myśli. To nic, powiedział sam do siebie. Kiedy wszyscy sobie pójdą, posiedzę tu trochę.
To zawsze poprawiało mu nastrój, odganiało melancholię, która ostatnio dopadała go coraz częściej. Już tylko kilka godzin.


Kiedy jednak nadszedł wieczór, poczuł się zmęczony. Nie miał ochoty na przechadzkę pośród wystaw. Z westchnieniem pogasił światła i uzbroił alarm. Przy drzwiach odwrócił się na chwilę. Muzeum było ciche, ciemne i poważne. Równe rządki kamieni i ludzie, którzy przychodzą tylko na moment, by szybko powrócić do swojego życia.
Jak cmentarz, pomyślał.
Zbudowałem cmentarz.

***

- Musi pan to wziąć!
Młody, wyglądający na studenta  chłopak, który - według jego własnych słów - od godziny stał przed muzeum czekając na otwarcie, uparcie próbował wcisnąć mu w ręce jakieś zawiniątko.
- Nie wiem, kto panu powiedział, że przyjmuję eksponaty. - bronił się Albert, daremnie próbując znaleźć klucze w torbie. - To nie jest miejskie muzeum, to prywatna kolekcja. Sam tutaj wszystko zebrałem.
- Byłem w miejskim! Powiedzieli, że nie mają działu archeologicznego. Przecież tego nie wywalę. A w domu nie mogę trzymać! - chłopak gadał jak nakręcony. - Co, jeśli to coś cennego? Czytałem na internecie, że można karę dostać, jeśli się znajdzie coś wartościowego i się nie zgłosi do muzeum. Ktoś musi na to rzucić okiem, a pan się zna.
Albert westchnął i spojrzał na zegarek. Powinien był otworzyć już dziesięć minut temu. Dalej nie mógł znaleźć tych cholernych kluczy. Nie potrafił się skupić, kiedy ktoś tak na niego naciskał.
- Dobrze, dobrze! - podniósł głos. - Daj mi to pan, najwyżej wyrzucę!
Nieznajomy spojrzał na niego z urazą. Starszy mężczyzna poczuł nagłe ukłucie wstydu. Przypomniał sobie swoje własne podekscytowanie, gdy udało mu się coś znaleźć. Wtedy, wiele lat temu, gdy był tylko biednym studenciną, grzebiącym w ziemi i zbierającym kamienie… Pośmiewisko rówieśników i utrapienie rodziców. Nikt nie traktował go poważnie. Z czasem on też przestał zważać na to, co inni myślą albo czują.

Wziął od chłopaka spory, obły przedmiot, owinięty w stary ręcznik.
- Przyjrzę się temu po pracy. - powiedział, starając się brzmieć na zainteresowanego.
- Da to pan na wystawę? - zapalił się młodzieniec.
Już miał prychnąć, ale coś go zatrzymało. Coś w oczach domniemanego studenta, jakiś blask, podobny do tego, z jakim jasnowłose dziecko pobiegło wczoraj w stronę kryształu soli.
- Być może. - odpowiedział, zmuszając się do uśmiechu. - Proszę przyjść za tydzień, zobaczymy, może znajdę miejsce dla tego czegoś. A to za fatygę.
Wcisnął chłopakowi do ręki bilet. Jego oczy jeszcze bardziej pojaśniały, i to było miłe. Odgoniło chłód, który znowu zalęgł w piersi Alberta.
Chociaż przez chwilę było mu ciepło.

***

Miał już zamykać, kiedy przypomniał sobie o niechcianym podarunku. To może poczekać do poniedziałku, pomyślał, wyczerpany całodziennym chodzeniem i rozmowami z turystami. Potem jednak zorientował się, że nie umie sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz rozłupywał kamień w poszukiwaniu minerałów. To podniecenie, to oczekiwanie - przyjemności, które zarzucił dawno temu. Może czas sobie przypomnieć.
Wrócił do biura i zapalił światło. Zawiniątko dalej leżało na biurku, koło laptopa. Zorientował się, że nie ma tutaj nawet narzędzi. No nic, może przynajmniej rzucić okiem.
Usiadł i ostrożnie odwinął przedmiot z szarego, szorstkiego materiału. Kamień był obły, szerszy i lekko spłaszczony u podstawy, zwężający się ku zaokrąglonemu czubkowi. Albert powiódł po nim palcami. Był gładki i nie tak zimny, jak oczekiwał. Kalcyt? Może dolomit? Jasny, prawie biały kolor i delikatne szare żyłkowanie mogło to sugerować.
Jest idealny, pomyślał Albert. Idealnie symetryczny i gładki. To dzieło człowieka, pewnie jakaś dekoracja. Ktoś wyrzucił w lesie i przysypała go ziemia.
Poczuł nagłe współczucie dla studenta, który był tak bardzo podekscytowany swoim odkryciem. Chłopak pewnie będzie stał przed drzwiami muzeum już w poniedziałek rano, nie mogąc się doczekać, by zobaczyć swoje znalezisko w gablocie. Będzie musiał mu powiedzieć, że znalazł kawałek marmuru, za który może co najwyżej dostać parę złotych w lombardzie. W najlepszym wypadku kupi go antykwariat.
Chłodna ręka znowu zacisnęła się jego wnętrzu. Nie mogę, pomyślał.
Chciał zobaczyć radość w oczach młodego człowieka, który tak bardzo przypominał jego samego. Nie mógł pozwolić sobie na zgaszenie jego zapału. Na to, że ktoś się dowie o tej wpadce i go wyśmieje, a on zamknie się w sobie i już zawsze będzie unikał ludzi.
Żałuję, że nie zostałem ojcem, uświadomił sobie nagle, sam w pustym biurze.

Wygrzebał na zapleczu starą gablotę, zdjął doniczkę z postumentu przy wejściu i ustawił szklane pudło, starannie ścierając z niego kurz. Szybko wrócił do komputera i zawahał się. Jak ma to nazwać, żeby nikt się nie domyślił, że to zwykły marmur, z którego robi się wazony i popielniczki? Wapień krystaliczny, wpisał wreszcie i kliknął “Drukuj”. Przynajmniej nie kłamał.
Ostrożnie przeniósł obłą, ciężką bryłę do gabloty, przed nią położył etykietę. Wyglądało to porządnie. Nikt się nie zorientuje, że to bezwartościowy przedmiot, a chłopak się ucieszy. O dziwo, on sam też się cieszył. Zaskoczyło go to. Nie znalazł niczego ekscytującego, nawet nie rozłupał kamienia, a jednak czuł się tak bardzo ożywiony. Teraz mógł iść do domu.

Gasząc światła i włączając alarm, przystanął na chwilę. A co mi tam, pomyślał. Przecież stać mnie na rachunki za prąd! Podszedł do termostatu i podniósł temperaturę o dobrych kilka stopni. Dosyć tego zimna. Wyszedł, nie oglądając się za siebie.

***

Nie zobaczył, jak w narastającym cieple marmur zaczyna promieniować mleczną poświatą, stopniowo stając się coraz bardziej przejrzysty. Wewnątrz poruszyło się delikatnie coś pomarańczowego, obróciło się, odsłaniając czarną plamkę oka. Cieplej, było coraz cieplej.

W jaju zatrzepotało przebudzone serce.
Bea
Bea
Admin

Posts : 25
Join date : 2021-03-10

View user profile https://wyzwanie-pisarskie.forumieren.de

Magda Skowron likes this post

Back to top Go down

Wyzwanie #3. A man in his seventies, who is very compassionate. The story begins in a museum. - Bea Empty Re: Wyzwanie #3. A man in his seventies, who is very compassionate. The story begins in a museum. - Bea

Post by Magda Skowron Thu May 20, 2021 4:18 pm

Awwwww Very Happy Jakie to kochane! Ta końcówka!
Najpierw zmroziło mnie, gdy Albert stwierdził: "Jak cmentarz, pomyślał. Zbudowałem cmentarz".
Myślałam, że wydarzy się coś mrocznego, a tu taka niespodzianka! Chętnie dowiedziałabym się co to za stworek drzemie w tym jaju Wink
Dzięki za tę ciekawą opowieść Bea Smile

Magda Skowron

Posts : 23
Join date : 2021-03-16

View user profile

Back to top Go down

Back to top

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
You cannot reply to topics in this forum